Cały czas wiele się zmienia. Upadają państwa, PKP wycofuje serię czeskich lokomotyw, Lotos wprowadza nową a ja wciąż mogę jeździć rowerem i oglądać małopolską kolej. Cokolwiek się stanie, jeśli nie będzie to coś tragicznego, będę mógł wracań do nowych, fascynujących miejsc. Nie mogę tylko napisać, że stacje na mnie czekają; są zbyt potężne w porównaniu ze mną. Raczeh napiszę, że pozwalają mi odkrywać swą wspaniałość, jakby rozdumichiwały magiczny, trzykilowoltowy pył. Chociaż nie wiem czym to jest, muszę się tak wiele nauczyć… w każdym to coś jest piękne i chciałbym zostać kiedyś stacją kolejową.
Lotos E186, czyli lokomotywa serii Traxx wyprodukowana przez Bombardiera.
Jeżdżąc po kłajowym lesie można znaleźć ślady wąskotorowej kolejki, która służyła do obsługi tamtejszego tartaku lub piękne bajorko, przy którym lata dużo komarów.
W siną dal, o pociągu co odjechał w siną dal…
Taki sobie kościół po drodze ze Stanisławic do Cikowic.
Spotykam… o tym później… coś dużo tych wielokropków… a będzie jeszcze więcej…
Oto most nad rzeką pomiędzy Cikowicami a Bochnią.
Czy mam zezwolenie na fotografowanie, zagabywał mnie jakiś starszy człowiek. Początkowo chciałem na bezczelnego (czasem działa!), coś w stylu dzwoń pan po SOKistów
, ale podszedł mnie skubaniec. Zapytał czy może mnie o coś zapytać. Potem jakaś czcza rozmowa o wszystkim, o niczym, o tym że obaj lubimy oglądać pociągi, że on też przechodzi przez tory (więc czemu zarzuca mi łamanie nieistniejących przepisów? może w ten sposób chciał zrzucić z siebie odpowiedzialność?). Żegnamy się kulturalnie (lecz nie czule), bo i sama rozmowa była jak najbardziej wzorowa (bez wulgaryzmów, straszenia etc.).
Wagon DB typu Zaekk, jeszcze z oznaczeniami byłego właściciela.
Poniżej kolejny wagon. Po krótkim szperaniu okaże się, że został włączony do ruchu przez SNCF, lecz jest własnością prywatną! http://www.blainestrains.org/pdfs/RIV.pdf pisze, że ten other non-standard car
(w Polsce i nie tylko literowe oznaczenie zaczyna się od U) posiada 2—3 axles
. Jaki koń jest każdy widzi
rzec trzeba. Niestety w tej chwili nie mogę dokopać się do szczegółowej specyfikacji opisu wagonów towarowych, więc te informacje na razie muszą wystarczyć. Mogę jedynie dodać, że z inskrypcji nań naniesionych wynika, że faktycznym właściciel jest niejakie Ermewa — Sati, a wagon służy do przewozu… węgla.
Znów wagon niemieckiego przewoźnika, czyli Taems. Z pozoru wygląda jak zwykły Eaos, lecz nie dajmy się zwieść. Ten posiada przesuwany dach.
Studwudziestotonowy kolos, tj. ET22 jeżdżący dla PKP.
Spotkałem, jak się chwilę później okazało, pracownika PKP Energetyka, którego widziałem już w Cikowicach. Takie spotkanie nie mogło już przebiec jak wcześniej, więc chwilę porozmawialiśmy. O tym, że wcześniej remontowali przystanki, wymieniali żarówki, malowali lampy itp., a tego dnia jeździł i malował oznaczenia; także o tym, że najbliższy pociąg ma dopiero za godzinę, że raczej będzie jechał do Tarnowa. Spotkamy się dzis trzeci raz? Zobaczymy…
Znów PKP ET22 jednakże o nieco wyższym numerze.
W Jasieniu uszkodzona rogatka; ostrzeżenie tymczasowe, które ustala maksymalna prędkość pociagu na, o ile się nie mylę, 20 km/h.
Przychodzi ten moment, że za bardzo nie wiem co napisać. W zasadzie tylko wędruję sobie po peronach i oglądam tę niezbyt wielką stację nie zastanawiając się nad tym co wokół się dzieje, a w szczególności nad ubraniem tego w słowa. Ot, tak, po prostu podziwiam sobie potęgę kolei, która harmonicznie łączy ruch jako pęd pociągu i stałość właśnie jako stacje w całość. Tak świetne połączenie dwóch przeciwnych żywiołów jest naprawdę rzadko spotykane. Chyba tylko raz w życiu widziałem coś takiego, a mianowicie łopatę, która jednocześnie świetnie funkcjonowała jako sztychówka. Z tym, że to było rok temu, więc być może czas, który minął spowodował idealizację tamtego zjawiska.
Zastanawiam się jak to jest z porażkami; dlaczego są takie dotkliwe. Poprzez przysłanianie sukcesów? Dlaczego zwycięstwo odbieram jako coś w gruncie rzeczy oczywistego, przecież należało mi się, w końcu posiadam wiele pozytywnych cech i w dodatku je rozwijam, nic więc dziwnego, że którymś tam razem tryumfuje. Natomiast w przypadku przegranej, no tak, geny, niezależne zdarzenia, sytuacja, zbieg okoliczności, niby zrobiłem wszystko co mogłem, więc dlaczego, jak komuś takiemu jak ja mogła powinąć się noga!? Czy takie podejście jest dobre, czy nie jest przypadkiem tak, że wiedzie mi się całkiem dobrze i jedynie narzekam, bo przecież nie można mieć wszystkiego (a czym w ogóle jest wszystko?)? Może to błędna ocena ryzyka, przeszacowanie prawdopodbieństwa? Czy może jednak taki stosunek do siebie jest motorem postępu i nie powinienem się poddawać? Może wiele w życiu osiągają ci, którzy potrafią walczyć nawet wiedząc, że mają co najwyżej iluzoryczne szanse, że potrafią jeszcze raz, ten jeden raz więcej, podnieść się i wreszcie wbić własną flagę na szczycie swoich marzeń? Nie uwierzę, że wszyscy ludzie sukcesu
mieli swoją pozycję na wyciągnięcie ręki. Ja wiem, rozumiem, że potrzebne jest szczęście, predyspozycje, ale wiem też że wiele świetnie zapowiadających się osób grzęźnie w bagnie własnych słabościach a od ich głów odbijają się ludzie pozornie słabsi. Poza tym takie spektakularne sukcesy przyćmiewają niepowodzenia, zwycięzców się nie sądzi
. A może za mało robię? Niestety nie mam pojęcia jaki obrać cel… W ogóle, kim jest ten człowiek, który siedzi na ławce na przystanku w Sterkowcu i coś notuje w zeszycie? Ciekawe co on tam pisze, co sobie myśli i co najważniejsze: kim jest? Tak bardzo chciałbym to wiedzieć…
Jeszcze tylko trochę o przegranych, bo miało być pociągach. Wiesz, stoisz sobie na jakimś podrzędnym przystanku kolejowym, zaczynasz się martwić bo nadchodzą ciemne, burzowe chmury. Nieco później zauważasz trzy światła nadjeżdżającego pociągu do któregoś planujesz wsiąść (i to jest marzenie). Przyglądasz się mu gdy wtacza się na przystanek, gdy mija go w biegu, gdy wyjeżdża z niego, ze zdumieniem patrzysz jak z nika, jak blednie w oddali a potem przychodzi deszcz. Jednak, chwilę wcześniej, pomiędzy zniknięciem pociągu a uderzeniem nawałnicy (a przeżyłeś kiedyś coś takiego? wiesz, widzisz szaroniebieską kotarę, na ułamek sekundy cały świat milknie i w mgnieniu oka przedstawienie wgniata w ziemię potężne uderzenie H2O) doznajesz absolutnej, na tyle na ile człowiek potrafi to zaakceptować, czystości umysłu, uświadamiasz sobie, że ten pociąg nie mógł się tu zatrzymać bo to był ekspres, w dodatku kontenerowy, czasem nawet zaczynasz śmiać się z własnej głupoty, bo przecież twoje oczekiwania, eufemistycznie ujmując, nie były zbyt racjonalne. Potem przychodzi zapowiedziana burza, jednak czujesz, że choć gorzka to mimo tego kojąca, pewnie przeanalizujesz na zimno błędy, przypuszczalnie dokonasz jakiegoś przewartościowania, wyciągniesz wnioski, wszystko to tylko po to by niedługo potem dopuścić się analogicznego błędu.
Małopolskie stacje kolejowe 2007-2010, wykonanie i administracja Stanisław Polański. Strona na serwerze CBA.pl. Strona nie jest stroną Web 2.0 z czego autor jest umiarkowanie zadowolony.