Tym razem stacje kolejowe szczakowskiej kopalni piasku. Wpierw jednak małe uzupełnienie. Tak więc dawno, dawno temu, gdy padał jeszcze śnieg:
Jak wiemy lub nie wiemy, stacja Trzebinia na zachód rozciąga się znacznie dalej niż za perony. Część towarowa została w poprzedniej trzebińskiej wyprawie pominięta, ale nadarzyła się świetna by nadrobić zaległości.
Gdy byłem dzieckiem, ilekroć przychodziły do rodzinnego domu listy z Węgier, zastanawiałem się kim jest ta Madzia
i dlaczego wspomina się o niej nawet na znaczkach. Jak widać po latach nie skończyła za dobrze, rdzewieje w trzebińskim węźle kolejowym. Na zdjęciach odstawiony rząd wagonów MÁV Eaos.
Celem wycieczki, tak jak wspomniałem, były koleje piaskowe. Podchodząc do pierwszej stacji można się natknąć na takiego bardzo rozszczekanego pieska; a może to coś więcej niż zwykły kundelek, np. wymarły na początku ubiegłego wieku karłowaty wilk japoński (canis lupus hodophilax), vulgo: gimbowilk (może to vulgo
trochę na wyrost, ale brzmi bardzo mądrze zwłaszcza gdy jeszcze bardziej nie wie się co to tak naprawdę oznacza)? Gdybym odkrył takiego wilka byłby to wspaniały sukces… pieniądze, sława, telewizory plazmowe… Niestety gdy się zbliżyłem, zwierz czmychnął!
Natomiast sam trzebiński las jest o tyle ciekawy, że idąc sobie przezeń można całkiem niespodziewanie (chyba, że tak jak w moim przypadku się planowało) natknąć się na taką oto budowlę:
Problemem są zawalone schody; tak chętnie wszedłbym na górę i pooglądał chmurki… och, te beztroskie chmurki…
To jeszcze inna ruinka, prawdopodobnie jakiś posterunek bocznicowy tegoż zakładu.
Od tej stacji odchodziła bocznica do wspomnianych wyżej zakładów. Jakąż nazwę nosisz, o stacjo? Pytanie wbrew pozorom dobre, gdyż po stacji niewiele zostało, tak jak to widać na zdjęciach. Pomogli użytkownicy pl.misc.kolej; a konkretnie kolega Jędruś. Od siebie mogę dodać, że stacja leżała na linii z Jęzora Centralnego do Trzebini Sierszy i jest własnością firmy Infra SILESIA, która jest właśnością ple, ple, ple, która jest własnością kolei niemieckich; aczkolwiek sama linia nie jest eksterytorialna. ;-) Wracając do stacji: coś tam jednak w terenie się ostało. Oczywiście pora roku implikująca śnieg zalegający na ziemi nieco utrudniła poszukiwania. Na pewno została podsypka z której można wyczytać położenie południowej głowicy stacji.
Wala się tam też kilka drewnianych podkładów. Niestety, śladów po budynkach nie udało mi się zlokalizować (choćby dlatego, że nie wydrukowałem zawczasu odpowiedniej mapy).
Trochę tuptania przez las i…
Ostatnią powinna być ta stacja graniczna; w części w woj. Małopolskim a w części Śląskim i jest to jedyna szczakowska stacja terytorialnie zahaczająca o tematykę strony. Na stacji, wyłączając baziarzy (osoby zbierające bazie), ani żywego ducha. W zamian za to roi się od pociągów piaskowych, czyli takich, nazwijmy to, überpuciongów; w końcu trzeba je wyróżnić od rodzimych jadących z Jaworzna Szczakowej do Krakowa Głównego ponad półtorej godziny, co daje średnią prędkość 16 mil morskich na godzinę czyli niższą niż ta z jaką kursują pociągi wożące piasek z pól piaskowych.
Oto wspomniany überpuciong:
Kolejna była stacja i kolejny raz pomoc kolegi Jędrusia. Po stacji pozostał peron, podkłady i podsypka w pasie zieleni obok torów. Widać też przerwę w ciągu słupów trakcyjnych (jak widać nieużywanych do zasilania pociągów), pewnie była tam północna głowica stacji. Pomiędzy drzewkami różne rzeczy, które przypominają istnienie stacyji.
Ostatnia stacja, zupełnie nigdzie, zupełnie zapomniana. Pozbawiona całkiem uroku należnego zwykłym stacjom kolejowym, na których wsiadali i wysiadali dziesiątki lat mieszkańcy pobliskich wiosek, stacji po których ktoś tam kiedyś zapłacze, bo jednak były częścią ludzkich historii, są wspomnieniami. Na tej stacji nikt postronny nigdy nie wsiadał do regularnego pociągu pasażerskiego, nie przejedzie tędy żaden człowiek i nie opowie swoim wnukom o tym jak czekali na parowóz, jak wsiadali do prześmierdniętego dymem papierosowym przedziału służbowego… o tym jak później pociągi zaczęły kursować coraz rzadziej, jak poaustriacki budynek stacyjny zaczął niszczeć i o tym jak pewnego dnia świat zapomniał o stacji. Prawie cały, bo byli jeszcze ci ludzie, którzy kiedyś wsiadali. Tu nie ma nawet czegoś takiego, bo nie ma całego uroku, sfery emocjonalnej związanej z niecierpliwym oczekiwaniem na pociąg, czułymi pożegnaniami z bliskimi, z powrotami do domu; a kiedy zakończy się eksploatacja górnicza na pobliskich polach stacja zostanie po prostu zlikwidowana i obsadzona brzozami. By być szczerym, stacja nie jest nawet zupełnie nigdzie, bo jest w lesie pomiędzy dwoma skupiskami ludzkimi; cóż, gdyby była na końcu świata, to to jeszcze byłoby jakoś intrygujące, ale nie dla psa kiełbasa. Nikt po niej nie zapłacze ani nawet nie westchnie… Myślę, że jestem pierwszym (lub jednym z pierwszych) człekiem, który pojawił się na tej stacji wyłącznie dla niej i jestem przekonany, iż to w jakiś sposób fascynujące. Ja i moja stacja, relacja jeden do jednego.
Stacyjne UFO:
Dla odmiany całkiem przyziemne wagony do przewozu piasku:
Były także inne stacje. To drzewko poniżej znajduję się na zalewem Sosina, czyli zalanym wyrobiskiem górniczym, które pewnie miało swoją stację. Na pewno istniały stacje Knieje, Bukowno i Podlesie. Potem zaginęły pośród piasków i drzew zrekultywowanych wyrobisk. Pamiętają o nich tylko chmurki… Dlaczego tak przyjemne jest leżenie i wpatrywanie się w niebieskobłękitne niebo i przemykające poń chmury i jaka jest odpowiedź na to pytanie? Gdzie jest w ogóle nadzieja, że ją odnajdę? Jeszcze gdy byłem mały i nie spełniłem marzenia obejrzenia chmur z góry myślałem, że to dosyć łatwe. Gdy w końcu udało mi się to zrobić, zobaczyłem, że jest zupełnie inaczej, że nieuchwytne niebo w którym chciałbym się rozpłynąć jest znacznie bardziej tajemnicze; że dając wytchnienie, relaksując, po cichu zasiewa inny niepokój. W dodatku tenże jest trudny do opisania słowami a zatem jeszcze większy. Mogę patrzeć na niebo i je podziwiać, wyłączyć myśli, ale nie mogę do niego dotrzeć, dotknąć. Daje to spokój, ale przecież teraz nie wiem nawet czy da się na to pytanie odpowiedzieć słowami, być może wykracza ono poza znaną mi semantykę? Może wpierw musiałbym nauczyć się analizować to absktrakcyjnie, myśleć bez nazw, które jakoś ograniczają przestrzeń koncepcji; skupić się na samym problemie, to jest jego istocie a więc z pominięciem słów, które są tylko symbolami? Niebo i chmury jako sprecyzowane, niemal materialne a na pewno już nazwane pytanie contra nieznana, rozszczepiająca pytanie, bezsłowna odpowiedź. Ups, oby nie zaczęło to podjeżdżać Heglem…
Małopolskie stacje kolejowe 2007-2011, wykonanie i administracja Stanisław Polański. Strona na serwerze CBA.pl. Strona nie jest stroną Web 2.0 z czego autor jest umiarkowanie zadowolony.